Morze Martwe leży 430 metrów poniżej poziomu morza – to najniższy punkt na lądzie całej planety. To jezioro słone, które kurczy się w tempie około metra rocznie, tworząc coraz bardziej surrealistyczny krajobraz. Zamiast fal i ryb znajdziemy tam ekstremalne zasolenie, które sprawia, że pływanie zamienia się w unoszenie na powierzchni bez żadnego wysiłku.
Zasolenie, które nie ma sobie równych
Woda w Morzu Martwym zawiera około 34% soli i minerałów – dla porównania, zwykłe morze ma ich zaledwie 3-4%. To dziesięciokrotna różnica, która sprawia, że żaden organizm – poza specyficznymi bakteriami – nie jest w stanie tam przeżyć. Stąd nazwa, choć akurat bakterie halofityczne czują się tam świetnie.
Gęstość wody jest tak duża, że ciało ludzkie po prostu nie może zatonąć. Nie chodzi o umiejętności pływackie – fizyka po prostu nie pozwala. Większość osób, które po raz pierwszy wchodzą do wody, instynktownie próbuje pływać normalnie i dopiero po chwili orientuje się, że leży na powierzchni jak deska.
Próba nurkowania w Morzu Martwym kończy się natychmiastowym wypchniętym na powierzchnię – ciało ludzkie jest po prostu zbyt lekkie w porównaniu z gęstością wody.
Dlaczego woda tak szybko znika
W ciągu ostatnich 50 lat Morze Martwe straciło ponad jedną trzecią swojej powierzchni. Poziom wody spada średnio o metr każdego roku, a brzegi oddalają się od hoteli i kurortów, które kiedyś stały tuż przy wodzie.
Główny winowajca? Rzeka Jordan, która kiedyś zasilała jezioro sporymi ilościami wody, teraz dociera tam jako strumyk. Izrael, Jordania i Syria pobierają z niej wodę na potrzeby rolnictwa i miast. Do tego dochodzą zakłady wydobywające minerały z wody – potrzebują ogromnych ilości wody do produkcji potasu i magnezu.
Efekty są dramatyczne. Tam, gdzie kiedyś była woda, teraz ciągną się białe plaże pokryte solą. Co gorsza, pod nimi tworzą się leje krasowe – ziemia dosłownie zapada się pod stopami, tworząc niebezpieczne dziury o średnicy kilku metrów. Odnotowano już ponad 6000 takich zapadlisk.
Co z tą słynną pływalnością
Unoszenie się na wodzie to jedno, ale praktyka wygląda trochę inaczej niż na pocztówkach z turystami czytającymi gazetę. Po pierwsze – wejście do wody bywa bolesne, jeśli ktoś ma najmniejsze zadrapanie czy świeże golenie. Sól wdziera się w każdą ranę z intensywnością, której trudno się spodziewać.
Po drugie – równowaga. Większość ludzi przewraca się przy pierwszych próbach, bo środek ciężkości przesuwa się zupełnie inaczej niż w normalnej wodzie. Nogi wypływają do góry, a utrzymanie pozycji siedzącej wymaga wprawy. Instrukcja jest prosta: wchodzić tyłem, powoli siadać i nie robić gwałtownych ruchów.
Zasady bezpieczeństwa przy kąpieli
Woda z Morza Martwego nie może dostać się do oczu ani ust – to nie jest figura retoryczna. Ból po dostaniu słonej wody do oka jest intensywny i wymaga natychmiastowego przepłukania świeżą wodą. Dlatego wszystkie plaże mają prysznice i stanowiska do płukania oczu.
Zalecany czas kąpieli to maksymalnie 10-15 minut. Dłuższy kontakt z tak silnie zmineralizowaną wodą może prowadzić do odwodnienia i problemów z krążeniem. Skóra po wyjściu z wody jest lepka i pokryta białym nalotem – to właśnie minerały, które trzeba dokładnie zmyć.
Nie wolno golić się przed kąpielą – najlepiej odczekać przynajmniej dzień. Podobnie z drobnymi rankami, otarciami czy świeżymi tatuażami. Sól znajdzie każdą najmniejszą przerwę w skórze.
Minerały, które przyciągają turystów
Woda zawiera 21 minerałów, z których 12 nie występuje w żadnym innym akwenie na świecie. Magnez, potas, wapń, brom – lista jest długa, a ich stężenie wyjątkowo wysokie. To właśnie te składniki sprawiają, że błoto z Morza Martwego trafiło do kosmetyków na całym świecie.
Czarne błoto wydobywane z dna ma konsystencję gęstej pasty i charakterystyczny, lekko siarkowy zapach. Nakładanie go na ciało to rytuał, który praktykują wszyscy odwiedzający – wygląda to jak scena z filmu science fiction, gdy plaża pełna jest ludzi pokrytych czarną masą.
- Magnez – najwyższe stężenie ze wszystkich naturalnych zbiorników wodnych
- Brom – działa uspokajająco, stężenie 50 razy wyższe niż w oceanie
- Potas – wspiera nawilżenie skóry
- Wapń – niezbędny dla regeneracji komórek
Klimat i warunki atmosferyczne
Położenie poniżej poziomu morza tworzy unikalną warstwę atmosfery. Powietrze zawiera 8-10% więcej tlenu niż na standardowej wysokości, co odczuwają szczególnie osoby z problemami oddechowymi. Ciśnienie atmosferyczne jest wyższe, temperatura wyższa, a wilgotność niska.
Słońce świeci tam przez 330 dni w roku, ale promieniowanie UV jest filtrowane przez dodatkową warstwę atmosfery i naturalne opary z jeziora. Można więc przebywać na słońcu dłużej bez ryzyka poparzeń – choć to nie znaczy, że można zrezygnować z kremu.
Warstwa atmosfery nad Morzem Martwym działa jak naturalny filtr UV, redukując szkodliwe promieniowanie o około 10% w porównaniu do standardowego poziomu morza.
Historia zapisana w zwojach
W 1947 roku beduiński pasterz szukający zagubionej owcy wszedł do jaskini w Qumran i natknął się na gliniane dzbany. W środku znajdowały się Zwoje znad Morza Martwego – manuskrypty sprzed 2000 lat, zawierające najstarsze znane kopie tekstów biblijnych.
Odkryto łącznie około 900 dokumentów w 11 jaskiniach. Suche powietrze i stałe temperatury w regionie Morza Martwego zachowały pergaminy i papirusy w stanie, który przy normalnych warunkach byłby niemożliwy. To jeden z najważniejszych archeologicznych znalezisk XX wieku.
Przyszłość, której może nie być
Projekty ratowania Morza Martwego istnieją na papierze od dekad. Najbardziej ambitny to kanał Morze Czerwone–Morze Martwe, który miałby pompować wodę z Zatoki Akaba. Koszt? Około 10 miliardów dolarów. Realizacja? Ciągle w zawieszeniu z powodu sporów politycznych i obaw ekologicznych.
Bez działania Morze Martwe może całkowicie wyschnąć w ciągu najbliższych 50 lat. Niektóre prognozy są jeszcze bardziej pesymistyczne. Rozpadnie się wtedy na kilka mniejszych zbiorników o jeszcze wyższym zasoleniu, a unikalny ekosystem – choć ograniczony – zniknie bezpowrotnie.
Turystyka kwitnie mimo problemów. Rocznie odwiedza to miejsce około miliona osób, głównie kierując się do izraelskiej strony Ein Bokek lub jordańskiej plaży Amman. Hotele inwestują w rurociągi pompujące wodę z coraz dalszych punktów, bo linia brzegowa odsuwa się nieubłaganie.
